Polscy generałowie na emigracji: Bem, Dembiński i diaspora wojskowa
Udostępnij
Gdy powstanie listopadowe upadło w 1831 roku, Polska straciła coś więcej niż kolejną próbę odzyskania niepodległości. Straciła armię. Tysiące żołnierzy przekroczyły granice Prus i Austrii, a wśród uchodźców podążających na zachód znaleźli się jedni z najbardziej doświadczonych polskich oficerów swojego pokolenia. Kształcili się w armiach Napoleona, Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego, a wielu z nich dowodziło wojskami przeciwko Rosji podczas powstania. Teraz posiadali doświadczenie wojskowe, lecz nie mieli państwa, którego mundur mogliby nosić.
Stworzyło to jedną z najbardziej niezwykłych konsekwencji Wielkiej Emigracji: polską diasporę wojskową rozproszoną po dziewiętnastowiecznej Europie. Jej generałowie pojawiali się w Belgii, Portugalii, Egipcie, Piemoncie, na Sycylii, Węgrzech i w Imperium Osmańskim. Niektórzy wstępowali do obcych armii, inni organizowali polskie legiony, doradzali rządom rewolucyjnym albo próbowali zachować kadry dla przyszłego powstania narodowego. Ich motywacje były różne. Jedni byli przekonanymi rewolucjonistami o międzynarodowych ambicjach, inni konserwatywnymi zwolennikami księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, jeszcze inni zawodowymi żołnierzami poszukującymi jedynej kariery wojskowej, jaka pozostawała dla nich dostępna. Niemal wszyscy jednak rozumieli służbę za granicą poprzez nierozstrzygniętą sprawę Polski.
Józef Bem i Henryk Dembiński stali się najbardziej spektakularnymi przykładami. Obaj wyróżnili się w 1831 roku, spędzili lata na emigracji, a ostatecznie osiągnęli najwyższe szczeble dowodzenia podczas rewolucji węgierskiej 1848–1849. Bem stał się jedną z najsłynniejszych postaci wojskowych w historii Węgier, zanim wstąpił do służby osmańskiejjako Murad Pasza. Dembiński dowodził dużymi armiami węgierskimi i znaczną część życia emigracyjnego spędził na poszukiwaniu zagranicznego konfliktu, w którym można byłoby odtworzyć polską siłę wojskową. Obok nich stało szersze pokolenie obejmujące Józefa Dwernickiego, Jana Skrzyneckiego, Wojciecha Chrzanowskiego, Józefa Wysockiego i, nieco później, Ludwika Mierosławskiego.
Ich kariery ujawniają charakterystyczną cechę Wielkiej Emigracji. Uchodźca polityczny mógł zostać dyplomatą, pisarzem lub konspiratorem, lecz polski oficer mierzył się z bardziej praktycznym problemem. Wiedza wojskowa zanikała, jeśli nie była wykorzystywana, armii nie można było improwizować dopiero w chwili wybuchu powstania, a naród pozbawiony państwa nie posiadał instytucji zdolnych szkolić kolejne pokolenie dowódców. Dla emigrantów wojskowych służbę za granicą można więc było postrzegać jako przygotowanie do wojny, która jeszcze się nie rozpoczęła.
Armia bez państwa
Pokolenie wojskowe rozproszone po 1831 roku zostało ukształtowane przez niemal nieprzerwany ciąg wstrząsów politycznych. Starsi oficerowie, tacy jak Józef Dwernicki i Jan Skrzynecki, walczyli podczas wojen napoleońskich. Bem i Dembiński również zdobywali doświadczenie w epoce napoleońskiej, zanim weszli do struktur wojskowych Polski po 1815 roku. Gdy wybuchło powstanie listopadowe, ludzie ci posiadali doświadczenie zawodowe, które można było zdobyć wyłącznie w regularnych armiach: w artylerii, kawalerii, pracy sztabowej, logistyce i dowodzeniu dużymi formacjami.
Klęska nagle zniszczyła ramy instytucjonalne, w których wiedza ta funkcjonowała. Autonomiczna armia Królestwa Polskiego przestała istnieć po powstaniu, a oficerom, którzy walczyli przeciwko Rosji, groziły po powrocie więzienie, represje lub ograniczenia polityczne. Emigracja przekształciła więc narodowy korpus oficerski w mobilną europejską społeczność. Niektórzy pozostawali przede wszystkim działaczami politycznymi, inni zaczęli jednak stawiać pytanie, czy polskie oddziały można zorganizować za granicą i zachować do chwili, gdy sytuacja międzynarodowa umożliwi kolejną walkę.
Idea ta miała w Polsce głębokie precedensy. Legiony Polskie utworzone we Włoszech pod dowództwem Jana Henryka Dąbrowskiego w latach dziewięćdziesiątych XVIII wieku stworzyły silny wzorzec: żołnierze pozbawieni własnego państwa mogli uczestniczyć w obcym konflikcie, zachowując odrębną polską organizację i nadzieję, że ich służba ostatecznie poprowadzi ich do kraju. Wielka Emigracja wielokrotnie powracała do tego przykładu. Za każdym razem, gdy gdzieś w Europie wybuchała wojna, pojawiały się te same pytania. Czy polscy uchodźcy mogą utworzyć legion? Czy zagraniczna służba może zapewnić broń i wyszkolenie? Czy konflikt między innym państwem a jednym z mocarstw rozbiorowych może stać się początkiem nowej polskiej wojny?
Dlatego historii wojskowej Wielkiej Emigracji nie da się łatwo podzielić na kampanie polskie i zagraniczne. Sami generałowie nie zawsze uznawali taki podział. Dla wielu z nich walka z Austrią na Węgrzech czy z Rosją poprzez Imperium Osmańskie pozostawała związana z walką rozpoczętą w Polsce w 1830 roku.
Józef Bem i poszukiwanie nowej polskiej armii
Józef Bem wyszedł z powstania listopadowego z jedną z najsilniejszych reputacji wojskowych wśród emigracyjnych oficerów. Jako specjalista artylerii szczególnie zasłynął w bitwie pod Ostrołęką w maju 1831 roku, gdzie skuteczne wykorzystanie jego baterii podczas polskiego odwrotu w ogromnym stopniu przyczyniło się do jego sławy. Później odegrał ważną rolę w obronie Warszawy i zakończył powstanie w stopniu generała. Biografia Bema przygotowana przez Łazienki Królewskie odnotowuje jego szybkie awanse w 1831 roku oraz uznanie, jakie zdobył dzięki dowodzeniu artylerią.
Bem nie uważał upadku powstania za koniec swojej kariery wojskowej. Na emigracji pochłonęła go możliwość odtworzenia polskich formacji zbrojnych za granicą. Jedna z pierwszych prób skierowała go ku Portugalii, pogrążonej wówczas w wojnie domowej między liberalnymi zwolennikami Dom Pedra a absolutystami Dom Miguela. W 1833 roku Bem i książę Adam Czartoryski opracowywali plany utworzenia Legionu Polskiego, który miał służyć sprawie liberalnej. Nowsze badania w portugalskich archiwach wojskowych potwierdziły, że projekt doprowadził do poważnych negocjacji i stanowił część szerszych międzynarodowych prób znalezienia zatrudnienia wojskowego dla polskich uchodźców po powstaniu listopadowym. Sam legion nie powstał w zakładanej skali, lecz część polskich oficerów udała się do Portugalii i pozostała tam w służbie wojskowej.
Projekt portugalski ujawnia ważny element sposobu myślenia Bema na długo przed jego słynnymi kampaniami węgierskimi. Zagraniczna służba wojskowa była cenna nie tylko dlatego, że dawała zajęcie bezrobotnym oficerom. Polska formacja za granicą mogła zachować organizację wojskową, zgromadzić ludzi przyzwyczajonych do wspólnej służby i stworzyć zalążek, wokół którego w przyszłości można byłoby zbudować polską armię. Ta sama logika powracała wielokrotnie w dziejach Wielkiej Emigracji.
Bem spędził znaczną część następnej dekady poza czynną służbą dowódczą, pisząc, nauczając i zajmując się zainteresowaniami technicznymi, lecz nadal obsesyjnie wracał do wojskowego problemu powstania narodowego. Gdy w 1848 roku rewolucja ponownie ogarnęła Europę, nie był więc po prostu emerytowanym weteranem przypadkowo wciągniętym z powrotem do wojny. Był żołnierzem, który przez niemal siedemnaście lat czekał właśnie na takie pęknięcie europejskiego porządku.
Henryk Dembiński i nieustanne poszukiwanie pola bitwy
Jeżeli kariera Bema pokazuje spektakularny powrót emigracyjnego generała na wojnę, życie Henryka Dembińskiego ujawnia, jak uporczywie niektórzy oficerowie poszukiwali możliwości działania w spokojniejszych latach Wielkiej Emigracji.
Dembiński zdobył już podczas powstania listopadowego ogromną reputację. Jego kampania na Litwie i późniejszy odwrót w kierunku Warszawy należały do wydarzeń, na których opierała się jego sława wojskowa, a europejscy czytelnicy poznawali jego relację z tych działań w wydaniach opublikowanych niedługo po powstaniu. Portret Dembińskiego namalowany przez Henryka Rodakowskiego na Salon Paryski w 1852 roku miał później uczynić starzejącego się emigracyjnego generała jednym z najsłynniejszych wizualnych przedstawień polskiego wygnania. Muzeum Narodowe w Krakowie podkreśla, że jego reputacja rozprzestrzeniła się po Europie zarówno dzięki karierze wojskowej, jak i opublikowanym wspomnieniom.
Jeszcze bardziej wymowna jest jednak jego działalność po 1831 roku. Dembiński wielokrotnie próbował znaleźć zagraniczne środowisko, w którym polskich oficerów można byłoby zorganizować z myślą o przyszłej wojnie z Rosją. W 1833 roku udał się do Kairu z nadzieją stworzenia polskiej formacji w siłach Muhammada Alego w Egipcie. Naciski rosyjskie pomogły udaremnić ten plan. Później proponował utworzenie polskiego korpusu rządowi hiszpańskiemu i badał możliwość osiedlenia polskich emigrantów na Cyprze, gdzie mogliby tworzyć kadry przyszłej formacji wojskowej. Żaden z tych projektów nie osiągnął jego głównego celu.
Schemat jest uderzający. Egipt, Hiszpania i Cypr nie były przypadkowymi przystankami w karierze awanturnika. Dembiński poszukiwał państw, których położenie międzynarodowe mogłoby pozwolić na stworzenie wyszkolonej polskiej formacji poza kontrolą Rosji, Prus i Austrii. Zachowanie kadry wojskowej miało znaczenie, ponieważ emigranci wiedzieli z doświadczenia 1830 roku, jak szybko rewolucja polityczna może stworzyć potrzebę posiadania armii. Rozpoczęcie szkolenia oficerów dopiero w chwili kolejnego powstania byłoby zbyt późne.
Do 1848 roku Dembiński spędził większą część dwóch dekad jako generał bez armii. Rewolucja węgierska wreszcie mu ją dała.
Józef Dwernicki: generał jako polityczny autorytet emigracji
Nie każdy słynny dowódca z taką samą determinacją poszukiwał zagranicznej służby wojskowej. Józef Dwernicki reprezentuje inny wymiar diaspory wojskowej: przekształcenie reputacji zdobytej na polu bitwy w autorytet polityczny na emigracji.
Dwernicki należał do najpopularniejszych dowódców 1831 roku. Jego zwycięstwo pod Stoczkiem w lutym stało się jednym z symbolicznych pierwszych sukcesów powstania, podczas gdy późniejsza kampania w kierunku Wołynia pokazała zarówno możliwości, jak i ograniczenia prób rozszerzenia insurekcji na wschodnie ziemie dawnej Rzeczypospolitej. Po przekroczeniu granicy austriackiej w kwietniu 1831 roku został internowany, a następnie udał się do Francji.
W Paryżu jego reputacja wojskowa szybko przełożyła się na wpływy polityczne. Związał się z Komitetem Narodowym Emigracji Polskiej i Ziem Zabranych, powszechnie nazywanym Komitetem Dwernickiego, i uczestniczył w instytucjach wspierających społeczność emigracyjną. Jego pozycja nie była tożsama ani z Hôtel Lambert Czartoryskiego, ani z bardziej radykalnymi organizacjami demokratycznymi i przez pewien czas reprezentował ważny niezależny ośrodek w podzielonej polityce emigracji. Później mieszkał w Wielkiej Brytanii, zanim ostatecznie powrócił do Galicji w 1848 roku, gdzie jego przyjazd do Lwowa stał się patriotycznym wydarzeniem publicznym.
Kariera Dwernickiego jest cenna właśnie dlatego, że pokazuje, iż diaspora wojskowa nie składała się wyłącznie z generałów przemierzających Europę w poszukiwaniu dowództwa. Symboliczny kapitał powstania listopadowego sam w sobie mógł stać się zasobem politycznym. Zwycięski dowódca kawalerii posiadał autorytet, którego emigracyjni publicyści i teoretycy mogli mieć trudność w zdobyciu. Weterani ucieleśniali utraconą armię, a tym samym możliwość, że pewnego dnia powróci.
W 1848 roku Dwernickiemu podobno zaproponowano naczelne dowództwo armii sardyńskiej króla Karola Alberta, lecz odmówił. Sama oferta jest wymowna. Do tego czasu reputacja polskich wojskowych była już na tyle ugruntowana w Europie, że rządy mogły rozważać powierzenie swoich armii dowódcom, których sława wywodziła się z polskiej wojny lat 1830–1831.
Jan Skrzynecki i armia belgijska
Kariera Jana Skrzyneckiego stanowi jeszcze wyraźniejszy przykład polskiego generała emigracyjnego wchodzącego do struktur wojskowych innego europejskiego państwa. Skrzynecki pełnił funkcję wodza naczelnego wojsk polskich w kluczowym okresie powstania listopadowego, choć jego dowodzenie pozostawało przedmiotem ostrych sporów zarówno wśród współczesnych, jak i późniejszych historyków. Po klęsce ostatecznie osiadł pod austriackim nadzorem w Pradze, lecz nowo powstałe Królestwo Belgii zaoferowało mu niezwykłą możliwość.
Król Leopold I poszukiwał doświadczonych oficerów podczas organizowania belgijskich sił zbrojnych po uzyskaniu niepodległości od Niderlandów. W latach 1838–1839 podejmowano starania, aby sprowadzić Skrzyneckiego do służby belgijskiej, a w organizacji jego wyjazdu z Pragi pomagali ludzie związani z polityczną siecią Czartoryskiego. Na początku 1839 roku dotarł do Brukseli i wstąpił do armii belgijskiej jako generał major. Jego nominacja wywołała kryzys międzynarodowy. Austria, Prusy i Rosja protestowały, podczas gdy rząd belgijski odrzucał żądania jego wydalenia. Polska emigracja wojskowa stała się więc dosłownie przedmiotem europejskiej dyplomacji.
Znaczenie tego epizodu wykracza poza samego Skrzyneckiego. Belgia zatrudniała również innych polskich oficerów, a młode państwo korzystało z ludzi, których wcześniejsze kariery kształtowały się w tradycji wojskowej napoleońskiej i polskiej. Dla tych oficerów Belgia zapewniała strukturę zawodową niedostępną na emigracji. Mogli pozostać żołnierzami zamiast na stałe odrywać się od swojego zawodu.
Obecność Skrzyneckiego pokazuje także, dlaczego Rosja, Austria i Prusy tak uważnie obserwowały polskich oficerów za granicą. Pojedynczy generał wchodzący do służby belgijskiej nie stanowił bezpośredniego zagrożenia dla mocarstw rozbiorowych, lecz sam precedens był niepokojący. Zagraniczny rząd gotowy zatrudnić polskich oficerów mógł pewnego dnia okazać się gotowy także do organizowania polskich oddziałów. Granica między zwykłym zatrudnieniem wojskowym a zachowaniem przyszłej polskiej armii nigdy nie była całkowicie wyraźna.
Wojciech Chrzanowski i armia Sardynii
Wojciech Chrzanowski stanowi być może najbardziej niezwykły przykład zawodowej wartości przypisywanej polskiemu korpusowi oficerskiemu na emigracji. Weteran wojen napoleońskich i doświadczony oficer sztabowy podczas powstania listopadowego po 1831 roku mieszkał we Francji i Belgii, poświęcając dużo uwagi pisarstwu wojskowemu i kartografii. Podczas kryzysu rewolucyjnego we Włoszech król Sardynii Karol Albert wezwał go jednak do pomocy w reorganizacji armii piemonckiej.
W kampanii 1849 roku Chrzanowski stał się faktycznym dowódcą wojsk sardyńskich walczących z Austrią podczas pierwszej wojny o niepodległość Włoch. Polski generał na emigracji kierował więc armią jednego z głównych państw włoskich w wojnie przeciwko monarchii habsburskiej. Kampania zakończyła się katastrofalnie pod Novarą 23 marca 1849 roku, gdzie armia austriacka Radetzky’ego pokonała Sardyńczyków, a Karol Albert abdykował. Źródła włoskie często bardzo krytycznie oceniały Chrzanowskiego, wskazując na jego złe stosunki z oficerami piemonckimi i brak znajomości języka, choć przyczyny klęski wyraźnie wykraczały poza narodowość dowódcy.
Niezależnie od oceny jego dowodzenia sama nominacja Chrzanowskiego była niezwykła. Niecałe dwie dekady po zniszczeniu polskiej armii jednemu z jej dawnych generałów powierzono centralną rolę w walce, która miała ostatecznie stać się częścią włoskiego Risorgimenta. Wiedza wojskowa stała się jednym z najbardziej przenośnych zasobów Wielkiej Emigracji.
Jego kariera pokazuje również różnicę między zawodową służbą wojskową a rewolucyjnym internacjonalizmem kojarzonym z takimi postaciami jak Mazzini. Chrzanowski nie przyłączał się po prostu do obcej rewolucji jako ideologiczny ochotnik. Został zatrudniony, ponieważ inny rząd uznał, że jego doświadczenie zawodowe może pomóc w reorganizacji i dowodzeniu własną armią. Polska diaspora wojskowa funkcjonowała w obu światach: solidarności rewolucyjnej i międzynarodowego zapotrzebowania na doświadczonych oficerów.
Bem, Dembiński i rewolucja węgierska
Rewolucja węgierska 1848–1849 połączyła te rozproszone kariery wojskowe w największej koncentracji polskiej aktywności zbrojnej od 1831 roku. Po stronie Węgier walczyło kilka tysięcy Polaków, a trzech emigracyjnych dowódców wyróżniło się szczególnie: Bem, Dembiński i Józef Wysocki. Węgierskie instytucje pamięci nadal wskazują ich jako czołowych polskich generałów rewolucji.
Węgierska kariera Bema stała się legendą. Po udziale w rewolucyjnym Wiedniu wszedł do służby węgierskiej i został skierowany do Siedmiogrodu, gdzie połączenie szybkości działania, odwagi i mistrzostwa artyleryjskiego przyniosło mu serię zwycięstw nad wojskami austriackimi. W pamięci węgierskiej stał się „Bem József”, a jego sława ostatecznie przekroczyła czysto polski kontekst, z którego się wywodził. Polski emigrant został węgierskim bohaterem narodowym, pozostając jednocześnie wierny szerszej walce z mocarstwami imperialnymi, które dokonały rozbiorów Polski.
Doświadczenia Dembińskiego były znacznie trudniejsze. Sprowadzony z Paryża i mianowany przez Lajosa Kossutha na wysokie stanowisko dowódcze napotkał niechęć części węgierskiego korpusu oficerskiego i miał trudności z narzuceniem swojej władzy dowódcom posiadającym własne lojalności polityczne i odmienne koncepcje prowadzenia wojny. Klęska pod Kápolną w lutym 1849 roku doprowadziła do odsunięcia go od naczelnego dowództwa, choć później ponownie obejmował ważne stanowiska i dowodził dużymi siłami w końcowej fazie wojny. Węgierskie źródła wojskowe nadal krytycznie oceniają jego dowodzenie, szczególnie pod Kápolną, jednocześnie uznając niezwykłą skalę odpowiedzialności, jaka została mu powierzona.
Kontrast między Bemem a Dembińskim jest pouczający. Obaj przenieśli reputację zdobytą w 1831 roku do obcej rewolucji. Jeden stworzył trwałą legendę popularną, drugi uwikłał się w spory o strategię i dowodzenie. Pokazuje to, że prestiż wojskowy można było przenieść z jednego kraju do drugiego, lecz nie gwarantował on sukcesu. Zagraniczni generałowie musieli działać w nieznanych armiach, językach, strukturach politycznych i systemach rywalizacji. Ten sam internacjonalizm, który otwierał możliwości, mógł również utrudniać sprawowanie dowództwa.
Józef Wysocki i Legion Polski na Węgrzech
Józef Wysocki reprezentował inną formę diaspory wojskowej, ponieważ jego głównym osiągnięciem na Węgrzech nie była po prostu indywidualna służba jako zagranicznego generała, lecz utworzenie jednoznacznie polskiej formacji.
Polscy ochotnicy zaczęli organizować się na Węgrzech pod koniec 1848 roku. Do maja 1849 roku oddziały zostały połączone pod dowództwem Wysockiego w Legion Polski obejmujący bataliony piechoty, kompanie ułanów i artylerię. Współczesne węgierskie badania wojskowe szacują jego liczebność na ponad dwa tysiące ludzi, podczas gdy inne polskie źródła podają około 2600 żołnierzy w okresie największej siły. Sam Wysocki awansował na generała i otrzymał dowództwo Armii Górnych Węgier.
Legion znacznie bardziej niż wiele projektów z lat trzydziestych zbliżył do rzeczywistości dawną ideę zachowania polskiej armii za granicą. Jego żołnierze walczyli za Węgry, lecz pozostawali wyraźnie polscy pod względem organizacji i tożsamości. Formację można więc było rozumieć jednocześnie jako siłę sojuszniczą w ramach rewolucji węgierskiej oraz jako fragment armii należącej do państwa, które jeszcze nie istniało.
Rozróżnienie to miało znaczenie polityczne. Wysocki był związany z demokratycznym skrzydłem emigracji i nie zawsze zgadzał się z Bemem czy Dembińskim. Polska obecność wojskowa na Węgrzech odtwarzała część podziałów samej Wielkiej Emigracji. Spory te nie przeszkodziły jednak tysiącom polskich żołnierzy walczyć we wspólnej kampanii przeciwko Austrii, a ostatecznie również przeciwko armii rosyjskiej wysłanej w celu stłumienia rewolucji węgierskiej.
Gdy wojna się załamała, Wysocki poprowadził ocalałych polskich żołnierzy na terytorium osmańskie. Diaspora wojskowa, która przeszła z Polski do Francji i z Francji na Węgry, kontynuowała teraz swoją drogę do Turcji. Geografia emigracji rozszerzała się z każdą kolejną klęską.
Imperium Osmańskie i żołnierz bez ojczyzny
Klęska Węgier w 1849 roku postawiła polskich oficerów przed tym samym problemem, z którym mierzyli się osiemnaście lat wcześniej. Rosja i Austria domagały się działań przeciwko uchodźcom politycznym i wojskowym, podczas gdy Imperium Osmańskie stało się ich najważniejszym bezpośrednim schronieniem.
Bem odpowiedział, wstępując do służby osmańskiej. Przeszedł na islam, przyjął imię Murad Pasza i został generałem sułtana. Ostatecznie skierowano go do Aleppo, gdzie zmarł w 1850 roku. Jego konwersja wywołała kontrowersje wśród polskich współczesnych, lecz decyzja staje się bardziej zrozumiała, gdy spojrzymy na nią przez pryzmat wcześniejszego przebiegu jego kariery. Bem przez niemal dwie dekady poszukiwał zagranicznych struktur wojskowych, poprzez które można byłoby pewnego dnia wznowić konflikt z Rosją. Imperium Osmańskie, główny strategiczny rywal Rosji w Europie Południowo-Wschodniej, oferowało ostatnią taką możliwość.
Dembiński również uciekł na terytorium osmańskie po klęsce Węgier, zanim ostatecznie powrócił do Paryża. Józef Wysocki został internowany wraz z innymi uchodźcami. Osmański epizod połączył więc kilka wątków polskiej diaspory wojskowej i przygotował grunt pod ponowne próby tworzenia polskich oddziałów podczas wojny krymskiej.
Kariery tych ludzi nie były po prostu szeregiem zagranicznych przygód. Każde ich przemieszczenie podążało za zmieniającymi się liniami europejskich konfliktów. Portugalia w latach trzydziestych, Belgia, Piemont, Węgry i Imperium Osmańskie nabierały znaczenia, ponieważ każde z tych miejsc oferowało albo zatrudnienie wojskowe, albo możliwość, że kolejna wojna zbiegnie się z polską sprawą niepodległościową.
Ludwik Mierosławski i zawodowy rewolucjonista
Ludwik Mierosławski należał do nieco młodszego pokolenia, lecz jego kariera doprowadziła logikę diaspory wojskowej do jeszcze bardziej jednoznacznie rewolucyjnej postaci. Jako bardzo młody człowiek uczestniczył w powstaniu listopadowym, a później stał się jedną z głównych postaci wojskowych demokratycznej emigracji. W przeciwieństwie do oficerów, których reputacja opierała się przede wszystkim na dowodzeniu w 1831 roku, Mierosławski coraz bardziej kreował się na specjalistę od przygotowywania i prowadzenia powstań narodowych.
Brał udział w planach rewolucji w zaborze pruskim w latach czterdziestych, został uwięziony przez władze pruskie i uwolniony podczas rewolucji berlińskiej 1848 roku. Następnie dowodził polskimi siłami w powstaniu wielkopolskim. Po jego klęsce udał się na Sycylię, gdzie rząd rewolucyjny powierzył mu dowództwo armii walczącej przeciwko monarchii Burbonów. Ranny podczas kampanii opuścił wyspę i zaangażował się w działania rewolucyjne w Niemczech. Biografia Mierosławskiego w Treccani dobrze oddaje niezwykłą mobilność polskiego dowódcy przechodzącego z jednego europejskiego powstania do drugiego.
Mierosławski nawiązał później kontakty z Giuseppe Garibaldim i Lajosem Kossuthem oraz zaangażował się w działalność polskiej szkoły wojskowej utworzonej we Włoszech. W 1863 roku powrócił do polskiej walki, zostając pierwszym dyktatorem powstania styczniowego, zanim klęski wojskowe i konflikty polityczne szybko zakończyły jego dowództwo.
Jego kariera pokazuje, czym diaspora wojskowa stała się w drugim pokoleniu Wielkiej Emigracji. Emigracja nie była już wyłącznie tymczasowym stanem narzuconym weteranom 1831 roku. Rozwinęła własny wojskowy fach, sieci i doświadczenie. Polski dowódca mógł zdobywać wiedzę na kilku europejskich teatrach rewolucyjnych, a następnie próbować przywieźć ją z powrotem do Polski, gdy zaczynało się kolejne powstanie.
Wiedza wojskowa jako forma zachowania ciągłości narodowej
Znaczenie emigracyjnych generałów nie ograniczało się do bitew, w których uczestniczyli. Wielka Emigracja przechowywała wiedzę wojskową w okresie, gdy Polska nie posiadała własnej armii.
Oficerowie pisali wspomnienia, historie kampanii, studia taktyczne i analizy powstania listopadowego. Chrzanowski publikował na emigracji prace poświęcone naukom wojskowym. Bem analizował warunki konieczne dla kolejnego powstania narodowego. Dembiński wydał historię swojej kampanii litewskiej i nadal myślał o utworzeniu polskiej kadry zbrojnej za granicą. Szkoły wojskowe i projekty legionowe miały sprawić, by następne pokolenie nie musiało zaczynać od zera.
Ten intelektualny wymiar łatwo ginie w cieniu bardziej dramatycznych karier na Węgrzech czy we Włoszech. Dotyczył jednak problemu fundamentalnego. Powstanie mogło wybuchnąć spontanicznie w sensie politycznym, lecz armii nie dało się stworzyć spontanicznie. Organizacja sztabu, artyleria, inżynieria wojskowa, kawaleria, logistyka i dowodzenie wymagały specjalistycznej wiedzy. Zniszczenie narodowych instytucji wojskowych po 1831 roku groziło więc Polsce stopniową utratą kompetencji zawodowych.
Emigracyjny korpus oficerski stał się niedoskonałym substytutem tych instytucji. Obce armie zapewniały praktyczne doświadczenie, pisarstwo wojskowe zachowywało doktrynę, a legiony tworzyły środowiska, w których polscy żołnierze mogli nadal służyć razem. Gdy w 1863 roku wybuchło powstanie styczniowe, przepaść między rewolucyjnymi ambicjami a profesjonalnymi możliwościami wojskowymi pozostawała ogromna, lecz poprzednie trzy dekady stworzyły mimo wszystko ponadnarodową sieć ludzi, którzy znaczną część życia poświęcili właśnie próbie rozwiązania tego problemu.
Album Falkensteina i wojskowe pokolenie 1831 roku
Album Falkensteina znajdujący się w zbiorach Julia Woodward Antykwariat zachowuje to pokolenie wojskowe w wyjątkowo skoncentrowanej formie rękopiśmiennej. Wśród polskich wpisów znajdują się czołowe postacie powstania listopadowego i jego następstw, w tym Józef Bem, Henryk Dembiński, Józef Dwernicki oraz inni żołnierze i działacze polityczni, których życie zostało całkowicie przekształcone przez wydarzenia lat 1830–1831.
Ich obecność razem ma szczególne znaczenie, gdy patrzymy na album z perspektywy diaspory wojskowej. Nie są to jedynie słynne polskie nazwiska zgromadzone retrospektywnie dlatego, że ich właściciele stali się później znani. Falkenstein zetknął się z politycznymi i intelektualnymi sieciami otaczającymi powstanie oraz jego emigrantów w okresie, gdy ich późniejsze kariery wciąż się rozwijały. Tom przechowuje więc całe pokolenie, zanim pamięć historyczna rozdzieliła jego przedstawicieli między różne historie narodowe.
Bem miał później zostać bohaterem Węgier i osmańskim paszą. Dembiński miał dowodzić armiami węgierskimi. Dwernicki miał stać się autorytetem politycznym w środowisku emigracyjnym. Inni przedstawiciele tej samej sieci pozostali we Francji, wrócili do Galicji, uczestniczyli w późniejszych ruchach rewolucyjnych albo wpływali na nowe pokolenie, które ponownie chwyciło za broń w 1848 i 1863 roku.
Album ukazuje wspólne źródło karier, które później mogą wydawać się geograficznie niepowiązane. Węgry, Belgia, Włochy i Imperium Osmańskie nie były odrębnymi biografiami przypadkowo posiadającymi polskich bohaterów. Wszystkie wynikały z tego samego wydarzenia historycznego: zniszczenia polskiego porządku wojskowego i politycznego po powstaniu listopadowym.
Czy polscy generałowie byli najemnikami?
Międzynarodowe kariery emigracyjnych generałów mogą powierzchownie przypominać wojskowe najemnictwo. Doświadczeni oficerowie przemieszczali się między krajami i niekiedy przyjmowali formalne stopnie w obcych armiach. Określenie to jest jednak na ogół niewystarczające do wyjaśnienia ich motywacji oraz struktur politycznych, w których funkcjonowali.
Znaczenie miała oczywiście konieczność finansowa. Emigracja pozbawiała oficerów pensji, majątków i bezpiecznych karier, a obca służba mogła zapewnić podstawy utrzymania. Znaczenie miała również osobista ambicja. Generałowie przyzwyczajeni do dowodzenia niekoniecznie chcieli spędzać dziesięciolecia na paryskiej emeryturze. Nie należy też bezkrytycznie przyjmować każdego późniejszego przedstawienia ich zagranicznej służby jako wyłącznego poświęcenia dla Polski.
Mimo to trwałość konkretnie polskich projektów wojskowych trudno pogodzić z czysto najemniczą interpretacją. Portugalski projekt Bema miał na celu utworzenie Legionu Polskiego. Dembiński wielokrotnie poszukiwał warunków pozwalających zgromadzić polskie kadry wojskowe. Wysocki dowodził jednoznacznie polskim legionem na Węgrzech. Mierosławski traktował doświadczenia zagranicznych rewolucji jako przygotowanie do późniejszego polskiego powstania. Polscy emigranci przez cały ten czas utrzymywali własne organizacje polityczne i wielokrotnie próbowali połączyć obce wojny z możliwością odbudowy Polski.
Ich służbę za granicą lepiej rozumieć jako połączenie zawodowego żołnierstwa, rewolucyjnego internacjonalizmu i strategii narodowej. Poszczególni generałowie łączyli te elementy w różnych proporcjach.
Reputacja, klęska i mitologia emigracji
Diaspora wojskowa pokazuje również, jak różnie mogą rozwijać się reputacje po klęsce. Bem wyszedł z rewolucji węgierskiej ze statusem niemal mitycznym, podczas gdy Dembiński pozostał postacią kontrowersyjną wśród węgierskich oficerów i historyków. Dowództwo Chrzanowskiego pod Novarą zakończyło się katastrofą. Postępowanie Skrzyneckiego podczas powstania listopadowego pozostawało przedmiotem ostrej krytyki, nawet gdy zagraniczny monarcha uważał go za na tyle cennego oficera, by przyjąć go do własnej armii. Niezwykła pewność siebie Mierosławskiego wielokrotnie przewyższała jego rzeczywiste sukcesy wojskowe.
Niepowodzenia te są ważne, ponieważ historię Wielkiej Emigracji łatwo przekształcić w ciąg heroicznych biografii narodowych. Emigracyjni generałowie działali w niezwykle trudnych warunkach, lecz również popełniali poważne błędy. Dowodzenie obcymi armiami potęgowało problemy, ponieważ wchodzili do struktur, których języka, systemu politycznego i wewnętrznych rywalizacji nie zawsze rozumieli. Reputacja zdobyta w jednej wojnie mogła przynieść władzę w kolejnej, ale nie gwarantowała powodzenia.
Jednocześnie klęska wojskowa nie musiała niszczyć znaczenia symbolicznego. Legenda Bema na Węgrzech opiera się na rzeczywistych zwycięstwach, lecz stała się także częścią szerszej pamięci o polsko-węgierskiej solidarności. Portret Dembińskiego pędzla Rodakowskiego przekształcił kontrowersyjnego dowódcę w obraz godnego, patriotycznego trwania. Powrót Dwernickiego do Galicji wzbudzał publiczny entuzjazm kilkadziesiąt lat po jego najsłynniejszej kampanii. Generałowie stawali się symbolami narodu, którego armia już nie istniała.
Ich ciała, portrety, wspomnienia, broń, listy i autografy nabierały więc znaczeń wykraczających daleko poza konwencjonalną historię wojskowości.
Od powstania listopadowego do powstania styczniowego
Kariery emigracyjnych generałów stworzyły pomost między dwoma wielkimi polskimi powstaniami XIX wieku.
W 1831 roku Bem, Dembiński, Dwernicki i Skrzynecki walczyli w armii odziedziczonej po konstytucyjnym Królestwie Polskim. W 1863 roku ta ciągłość instytucjonalna już nie istniała. Powstanie styczniowe musiało budować swoje struktury wojskowe w konspiracji i w warunkach bardzo różnych od wojny listopadowej.
Między tymi powstaniami tradycja wojskowa pozostawała jednak aktywna za granicą. Polscy oficerowie walczyli w europejskich rewolucjach, służyli obcym rządom, pisali o naukach wojskowych i wielokrotnie próbowali tworzyć legiony. Wysocki i Mierosławski przenieśli te doświadczenia ku pokoleniu 1863 roku, a włoskie i węgierskie sieci rewolucyjne rozwinięte podczas Wielkiej Emigracji ponownie nabrały znaczenia, gdy Polska przygotowywała się do kolejnego powstania.
Ciągłość ta nie miała więc charakteru instytucjonalnego w normalnym znaczeniu. Nie istniał nieprzerwany polski sztab generalny, akademia wojskowa ani armia narodowa. Przetrwała poprzez ludzi. Być może właśnie to jest najważniejszym znaczeniem polskiej diaspory wojskowej.
Polscy generałowie na emigracji i znaczenie Wielkiej Emigracji
Generałowie Wielkiej Emigracji zajmowali szczególne miejsce w dziewiętnastowiecznej Europie. Należeli do narodu bez państwa, lecz posiadali umiejętności, które normalnie tworzą państwa. Ich wiedza wojskowa została ukształtowana w polskich i napoleońskich instytucjach, które już nie istniały, a mimo to europejskie rządy i ruchy rewolucyjne nadal uważały ją za wartościową. Emigracja przekształciła więc pokonany korpus oficerski 1831 roku w ponadnarodowy zasób doświadczenia wojskowego.
Niektórzy próbowali zachować polskie formacje za granicą. Inni indywidualnie wstępowali do obcych armii. Jedni stawali się rewolucjonistami, inni pozostawali politycznymi konserwatystami. Różnili się w kwestii strategii, reform społecznych i przyszłego ustroju niepodległej Polski. Czasami ostro się ze sobą spierali, a ich zagraniczne kampanie przynosiły zarówno klęski, jak i zwycięstwa. Wspólne pozostawało jednak jedno założenie: klęska 1831 roku nie musiała oznaczać końca polskiej walki wojskowej.
Bem próbował stworzyć legion w Portugalii, później dowodził na Węgrzech i zmarł jako Murad Pasza w służbie osmańskiej. Dembiński od Egiptu po Hiszpanię poszukiwał miejsca, gdzie można byłoby zachować polską siłę zbrojną, zanim objął dowództwo na Węgrzech. Skrzynecki wstąpił do armii belgijskiej. Chrzanowski dowodził Sardynią przeciwko Austrii. Wysocki stworzył Legion Polski na ziemi węgierskiej. Mierosławski kolejno walczył na polskich, włoskich i niemieckich teatrach rewolucyjnych, zanim w 1863 roku powrócił do Polski. Dwernicki, nawet nie podejmując podobnego ciągu międzynarodowych dowództw, przekształcił swoją reputację wojskową w autorytet polityczny i pozostał jednym z żywych symboli powstania.
Ich przemieszczanie się po mapie nie świadczyło o tym, że polska historia wojskowa przestała istnieć po 1831 roku. Pokazuje coś przeciwnego. Bez polskiego państwa polska historia wojskowa stała się międzynarodowa.
Armia pokonana w powstaniu listopadowym nie przetrwała jako instytucja, lecz jej fragmenty przez dziesięciolecia nadal przemieszczały się po Europie. Jej oficerowie wnosili polskie doświadczenie wojskowe do armii i rewolucji innych narodów, czekając na chwilę, gdy wiedza ta ponownie będzie potrzebna w kraju.
Dlatego Bem, Dembiński i inni generałowie Wielkiej Emigracji należą nie tylko do historii narodowej Węgier, Belgii, Włoch czy Imperium Osmańskiego. Ich zagraniczne kariery tworzą jeden ciągły rozdział historii dziewiętnastowiecznej walki Polski o niepodległość.
Poznaj szerszy kontekst: Wielka Emigracja: Polska na emigracji po powstaniu listopadowym.